Czym dla mnie jest Ford Mustang? Kawałkiem blachy? O, na
pewno nie! Jest czymś znacznie więcej, autem marzeń, wielkim fragmentem
historii motoryzacji i miłością wielu z nas, nie tylko mężczyzn, ale także
kobiet. 17 kwietnia minie dokładnie 50 lat odkąd na rynku motoryzacyjnym
pojawił się Mustang, od kiedy podbił serca Amerykanów, a następnie całego
świata.
Od kilku dobrych lat marzył mi się na podjeździe mojego
szeregowca Ford Mustang GT 500 Shelby.
Ten „cud” amerykańskiej inżynierów na czele z Karolem Shelby, to „american
dream” nie jednego z maniaków motoryzacji, bo kto nie obejrzy się za
wypucowanym muscle car’em z Detroit. Z resztą co jak co, ale amerykańskie samochody
zawsze przykuwały uwagę, w końcu są z drugiego końca świata. Jednym z
argumentów na kupno takiego wozu jest zdecydowanie jest dość niewygórowana cena
– za 135 tys. zł (45/50 tys. $) dostaniemy w pełni wyposażonego, pięknego,
błyszczącego, pięćset-konnego Mustanga, ogiera ze skóry i… blachy? Drugim dość mocnym „za” jest wygląd i na tym
kończą się jego zalety.